Znajdź mnie – Andre Aciman: Recenzja

Znajdź mnie

O tym, jak duży wydźwięk w środowisku lgbt+ miała książka i towarzyszący jej film „Tamte dni, tamte noce” („Call me by your name”) nie trzeba mówić. Miłość młodego Elio do starszego o siebie o dobre kilka lat Olivera zachwyciła nie tylko środowiska homoseksualne. Napisana przez Andre Acimana powieść urzekała szczerością w wyrażaniu emocji, poetyckimi opisami i sączącym subtelnym się erotyzmem.

O kontynuacji wspomnianego tytułu najpierw mówiło się w kontekście filmu. Następnie pojawiły się informacje, że będzie również i kontynuacja w postaci powieści. Od razu w mojej głowie pojawiło się pytanie „Czy to jest w ogóle potrzebne? Przecież jedyne co można tu zrobić, to zepsuć świetne wrażenie, które stworzyły „Tamte dni, tamte noce” będące dla mnie zamkniętą powieścią z jasno określonym cierpkim zakończeniem.”

Mimo wszystko postanowiłem dać autorowi szansę, bo w końcu nie można oceniać czegoś, czego się jeszcze nie przeczytało. Dlatego kupiłem, przeczytałem i… trochę brak mi słów w związku z tym, co tam się wydarzyło.

Akcja „Znajdź mnie” dzieje się dwadzieścia lat po wydarzeniach z pierwszej części. Książka podzielona jest na trzy, no w sumie cztery części napisane z perspektywy Elio, jego ojca oraz Olivera. Czwarta, bardzo krótka i jednocześnie chyba najsłabsza z części niech będzie dla Was niespodzianką od strony narracyjnej.

Na plus na pewno można wskazać jedno. Andre Aicman w swojej kolejnej powieści nadal prezentuje lekkość pióra w dialogach, wyrażaniu myśli i opisach. Dodatkowo każda z części jest ze sobą powiązana tematycznie. Nie będzie to żaden spoiler, kiedy powiem, że oczywiście chodzi o miłość. Ciekawy jest również ten potężny skok czasowy między obiema książkami. Niby do czynienia mamy z tymi samymi postaciami, które tak dobrze poznaliśmy w „Tamte dni, tamte noce”, a jednak przez te dwadzieścia lat wiele zaszło u nich zmian.

Niestety, gdzieś tutaj kończą się wszystkie pozytywy płynące z czytania „Znajdź mnie”.

Może to kwestia gustu i podejścia, jednak nie widzę sensu w rozrywaniu historii o Elio na trzy części. W szczególności pod względem tej pisanej z perspektywy jego ojca, gdzie sam Elio nie gra praktycznie żadnej roli. Trochę tak, jakby pomysłu i materiału było za mało by zbudować powieść na dwóch głównych bohaterach poprzedniej książki. Jest tutaj też próba zaprezentowania przez autora kolejnych fetyszy. Czy udana? Czy potrzebna? No właśnie chyba nie, a to dlatego, że „Tamte dni, tamte noce” były właśnie jedną wielką laurką dla społeczności gejowskiej. Tutaj tego zabrakło, co według mnie jest błędem. Czytając tę powieść, czułem, że im dalej jestem, tym bardziej tracę nadzieję, że ta lektura zauroczy mnie chociaż w połowie tak jak jej poprzedniczka. Nowych postaci jest kilka, niektórzy zostają z nami na dłużej, inni są tylko małymi epizodami próbującymi zostawić po sobie jakiś ślad. Podkreślam… PRÓBUJĄCYMI.

„Znajdź mnie” najzwyczajniej w świecie nie ma w sobie „tego czegoś”. Takich powieści, będących wycinkami z życia Elio, jego ojca i Olivera można by napisać mnóstwo i czy byłyby one potrzebne? Czy wniosłyby coś do naprawdę świetnego słodko-gorzkiego zakończenia „Tamtych dni, tamtych nocy”? Raczej nie. O ile jestem w stanie odnaleźć się poruszanych przez Aicmana tematach długo poszukiwanej miłości, o tyle nie mogę zaakceptować kolejnego zakończenia. Tym razem pisarz zaserwował mi do bólu przewidywalny, słodki i tym samem niepotrzebny happy end.

Może to kwestia gustu, ale wolę po skończonej lekturze pozostać z bólem w sercu i plątaniną myśli w głowie.

Podsumowując, niestety wady zdecydowanie przeważyły nad zaletami książki. Nie wiem, czy to ze względu na czytelników łaknących informacji na temat przyszłości Elio. Sentymentu pisarza do wykreowanych przez siebie postaci, czy może próba zarobku na czymś, co swoje już zarobiło. To po prostu nie wyszło. Pewnych dzieł, zarówno książek, jak i filmów nie powinno się ruszać. O ile do „Tamtych dni, tamtych nocy” wrócę na pewno jeszcze nie raz, o tyle „Znajdź mnie” odsyłam w zapomnienie i raczej odradzam. Jeżeli nie chcecie zepsuć sobie świetnego wrażenie pozostawionego przez „Tamte dni, tamte noce”.

 

Przeczytaj również: Empik Go czy Legimi: Co wybrać?