Trzy kroki od siebie

Trzy kroki od siebie – R. Lippincott, M. Daughtry, T. Iaconis: recenzja

Gdy pierwszy raz usłyszałam o Trzy kroki od siebie, przewróciłam oczami. „O nie, kolejne Gwiazd naszych wina”, pomyślałam. Nie miałam jednak racji. Ba! Nie mogłam się bardziej pomylić.

Nie mogłam bardziej się pomylić…

Głównych bohaterów, Stellę i Willa, poznajemy, gdy Stella właśnie została po raz kolejny przyjęta do szpitala. Cierpi na mukowiscydozę i właśnie walczy z kolejną infekcją. Gorączka z pozoru nie wydaje się niczym aż tak groźnym, ale kiedy twoje płuca mają wydolność na poziomie trzydziestu procent, bez interwencji lekarzy ani rusz. Will właśnie jest w trakcie leczenia eksperymentalnego, do którego zmusiła go matka. Między Stellą a Willem jest jedna główna różnica – ten drugi stracił szansę na nowe płuca, gdy zaraził się bakterią B cepacia.

Chorzy na mukowiscydozę muszą zachować od siebie bezpieczną odległość, żeby nic od siebie nie złapać – trzy kroki od siebie. To nie wydaje się tak daleko. Trzy. Kroki. Czasem jednak te trzy kroki są jak mile. Wyobraź sobie, że masz najlepszego przyjaciela, którego nigdy nie przytulisz. Kochasz kogoś, kogo nie możesz nawet dotknąć. Twoje życie to ciągłe ograniczenia, bo ogranicza cię twój własny organizm. Częściej myślisz o śmierci, niż o planach na przyszłość. Co jednak, jeśli światełko w tunelu pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie?

Bohaterowie, których da się lubić!

Postacie to najmocniejszy punkt tej książki. Wyraziste, prawdziwe, z krwi i kości. Stella to jedna z najlepszych bohaterek, jakie ostatnio widziałam w literaturze młodzieżowej. Z jednej strony zasadnicza, z drugiej nieco przekorna, ale przede wszystkim bardzo empatyczna, inteligentna i pozytywna. Otacza ją aura, która nie tylko przyprawia o uśmiech innych bohaterów, ale także czytelnika. Miejscami bolały mnie policzki, tak szeroko się uśmiechałam. Za to Will… O rany. Wieki nie czytałam tak fantastycznego punktu widzenia chłopaka. Bez dziwnej treści wynurzeń, bez jakichkolwiek zgrzytów. Nawet jakbym chciała, to zupełnie nie mam się do czego przyczepić. Od teraz wyznacznikiem idealnego bohatera jest dla mnie Will.

Trzy kroki od siebie

Warto wspomnieć także o postaciach pobocznych. Barb, Julie, Poe… Te postacie poboczne nie giną. Nie są tylko szpitalnym tłem. Zwykłą pielęgniarką, lekarką, pacjentem… Nie. W te postaci się wierzy. Żywi się do nich sympatię. Podobnie jest z przyjaciółmi Stelli i Willa – Myą, Camillą, Hope i Jasonem. Relacje głównych bohaterów z innymi ludźmi są wręcz namacalne, bez względu na to, czy mają charakter pozytywny, czy negatywny.

Szpital? Nuda? A w życiu!

Fabuła… O rany. Wydawałoby się, że powieść, której akcja rozgrywa się w szpitalu, może być nudna. Jednak nic bardziej mylnego! Losy bohaterów, rozwijające się między nimi uczucie, relacje z innymi bohaterami, to wszystko angażuje czytelnika i po kilkunastu stronach przewija się już kartka za kartką. Tym postaciom się kibicuje. Trzyma się kciuki za ich zdrowie, za nowe płuca, za ich szczęście. Przeżywa się z nimi wszystkie wzloty i upadki. Muszę przyznać, że miejscami nie popłakałam się tylko dlatego, że sporą część książki pochłonęłam w pociągu, ale piekły mnie oczy i czułam, że chodzi mi warga, jakbym zaraz miała się nie tyle rozpłakać, co zwyczajnie rozryczeć.

Podsumowując, nawet jeśli obejrzeliście już film, sięgnijcie po książkę, a jeśli nie oglądaliście, to tym bardziej. Śmiem twierdzić, że jest lepsza od Gwiazd naszych wina. Wzbudziła we mnie emocje, których się zupełnie nie spodziewałam, szczególnie znając już całą fabułę. Język jest przyjemny, a akcja wciąga. Postacie powalają genialną kreacją. Jedynym słowem… Majstersztyk.

Ocena: 9/10

JS

Poprzednia recenzja