Proroctwo Cieni

Proroctwo Cieni. Księga Pierwsza. Elementals – Michelle Madow: Patronat – Recenzja

Proroctwo Cieni się zbliża, chce wejść w nasz świat – nie pozwólmy na to!

Dziś porozmawiamy… a raczej ja napiszę, a Wy poczytacie, o moim patronacie medialnym . Jednak musicie wiedzieć, że ta seria i ta książka są szczególne dla mnie, ponieważ to moje pierwsze kroki w świecie mitologi. Wiem, że wiele osób czytało albo oglądało Percy’iego. Przyznaję się bez bicia, że ja tylko widziałam film i to raczej byłoby na tyle w kwestii mojej styczności z książkami o takiej fabule. Jednak gdy zobaczyłam zapowiedź Pi jeszcze ruszyły rozmowy o patronacie, wiedziałam, że Proroctwo Cieni odpowiedzieć jest jedna – TAK! Zaczęła się więc moja przygoda z fabułą, w której wykorzystuje się mitologię, historie o bogach. Nie mogłam się doczekać, aż przeczytam tę książkę i Wam o niej opowiem!

Nicole przeprowadza się do Massachusetts, które z jej perspektywy ma same wady. Jest tam zimno, ponuro a przede wszystkim, dziewczyna nikogo nie zna. Pierwszego dnia w szkole trafia do specjalnej klasy, oddalonej od reszty, ze specyficznym nauczycielem. Przeprowadzka i nowa szkoła przysporzyły jej stresów, a przy wejściu do klasy zauważa, że literki na tablicy same się przestawiają i Nicole jest w stanie je rozczytać. I właśnie w tej sposób bohaterka dowiaduje się, że trafiła do klasy potomków bogów i jest czarownicą, która ma moce. Dla dziewczyny to stanowczo za dużo. Na domiar złego zaczynają się dziać rzeczy, których nie umie wytłumaczyć w racjonalny sposób. Kiedy nauczyciel zaprasza uczniów do siebie na podziwianie Komety Olimpijskiej, nikt nie spodziewa tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Piątka uczniów zostaje połączona, ich moce się nasilają, a Nicole jest kluczem do spełnienia przepowiedni, która może zniszczyć świat.

Czy Nicole odnajdzie się w nowym środowisku? Czy dojdzie porozumienia z rówieśnikami, którzy znają ten świat dużo dłużej od niej? I przede wszystkim, czy mają szanse na uratowanie ludzkości i powstrzymanie Cieni?

Odwrócił się do tablicy, uniósł dłoń i przesunął ją przed sobą. – Pewnie nie spodziewałaś się, że wszystko będzie wyglądać tak normalnie, ale musimy być ostrożni. Jak zapewne wiesz, nie możemy ryzykować, by ktoś dowiedział się, co się tutaj dzieje.

W tym momencie powierzchnia tablicy zalśniła – niczym rozświetlone słońcem morze – i poranne ogłoszenia organizacyjne na moich oczach całkowicie zmieniły swoją treść.”

Przyznaję, że jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i fabuły. Autorka nie tylko połączyła coś, co teoretycznie nie powinno ze sobą współpracować, ale również stworzyła z tego coś bardzo fajnego. Do tej pory fabuły mitologiczne, boskie itp. rządziły się własnymi prawami. To samo dotyczy książek o czarownicach. Nigdy nie pomyślałabym, że można w nietypowy i ciekawy sposób połączyć to razem, by nie powiało tandetą i kiczem. Jestem pewna, że pojawią się osoby które doszczętnie skrytykują Proroctwo Cieni i tę serię. Będą uważali, że autorka zbezcześciła Harrego Pottera albo Percy’iego Jacksona. Dla mnie to jednak coś nowego i świeżego – mało tego, uważam, że to bardzo odważny i śmiały ruch ze strony pisarki. Czegoś takiego jeszcze nie spotkałam, a czytam dużo książek fantastycznych.

Uważam, że Michelle Madow trochę zaniedbała wątek rodzinny, głównej bohaterki, gdyż tego tam nie ma prawie wcale. Akcja głównie skupia się na piątce bohaterów, którzy mierzą się z przepowiednią i rozwiązują kolejne zagadki. Jednak mimo tego minusu, uważam, że powieść jest bardzo fajna i wciągająca. Wymagający czytelnicy mogą powiedzieć, że akcja dzieje się zbyt dynamicznie i nie skupiamy się na wielu pobocznych rzeczach. Ja uważam, że pierwszy tom to taki przedsmak przed resztą. Rozgrzewka dla czytelników, by weszli w ten świat, by poznali go, zrozumieli o co w nim chodzi. W samej treści książki da się wyczytać podtekst: „to dopiero początek”.

Podejrzewam, że autorka postawi nie lada wyzwania przed tą piątką i nie raz, nie dwa nas solidnie zaskoczą. Nie wspominając już o tym, że w wielu powieściach fantasy, gdy coś się dzieje, to udział bierze dwójka, czasem trójka bohaterów, ale potem i tak na pierwszy plan wysuwa się tylko jeden główny bohater. A tutaj fajnym zabiegiem było to, że cała piątka jest powiązana przez Kometę i razem musi rozwiązywać zagadki. Jestem szczerze ciekawa, czy to zostanie pociągnięte dalej.

„– Więc jeśli chodzi o te rozszerzone przedmioty… – zaczęła, ściszając głos. – Widziałaś, co było napisane na tablicy. Każdy kolor ma inne znaczenie. Gdy już nauczymy się panować nad energią, będziemy mogli wykorzystywać kolory, żeby robić… różne rzeczy.

Jakie rzeczy? – zapytałam.

Weźmy na przykład żółty, mój ulubiony – odparła. – Żółty poprawia koncentrację i pomaga zapamiętywać informacje. Jeśli przywołasz żółtą energię przed zakuwaniem do sprawdzianu, to powtórzenie wszystkiego zajmie ci o wiele mniej czasu, a przy tym zapamiętasz więcej. Sprawi, że będziesz mieć niemal fotograficzną pamięć. Genialne, co?”

Jak już jesteśmy przy bohaterach, to o nich porozmawiajmy. Tutaj nie ma ani wielkich zaskoczeń, ani irytujących rzeczy. Trochę pojawia się schematyczności, ale to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, że cała powieść się wyróżnia na tle książek z tego sektoru. Plusem za to jest różnorodność charakterów. Nie ma tutaj czegoś takiego, że jest dobry, zły, nijaki, niezdecydowany i ambitny. Dzięki należy się bogom olimpijskim, że autorka nie zrobiła schematycznej drużyny. Cała ta piątką się dopełnia, razem tworzą idealną całość, dzięki czemu nie mamy ochoty mordować bohaterów… ani nawet zamykać ich w piwnicy (nie udawajcie, że takie coś wam się nie zdarza!).

Podsumowując, bo już zmierzam w kierunku, gdy zaczynam bredzić! Proroctwo Cieni polecam z całego serca; jest fajnie, ciekawie, oryginalnie i przede wszystkim nie schematycznie! Nie mogę się doczekać drugiego tomu, który ma premierę 17 sierpnia (w tygodniu pojawi się zapowiedź na blogu!). Jestem bardzo dumna, że objęłam Proroctwo Cieni patronatem medialnym i z dumą będę ja polecać.

Moja ocena to mocne 9/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika

Za książkę dziękuję