Jednak mnie kochaj

Jednak mnie kochaj – Laura Kneidl: Przedpremierowa recenzja

Jednak mnie kochaj, czyli książka, która prawie mnie zabiła…

Pod koniec lipca dostałam maila z propozycją przeczytania i zrecenzowania Jednak mnie kochaj. Przygarnęłam pdf’a z największą chęcią, od chwili zapowiedzi, ten tytuł mnie ciekawił, nie wspominając o przepięknej okładce. Jeszcze nie mam egzemplarza papierowego, ale możecie mi wierzyć, jak przyjdzie, pokaże go moim Instagramie! Trochę się bałam treści, gdyż takich książek o zranionych duszach już jest od groma. Sama mam ich przeczytane mnóstwo i zastanawiałam się, czy w tym temacie jest jeszcze coś do powiedzenia? Autorka Laura Kneidl stwierdziła, że tak, a co ja o tym sądzę? Wszystko poniżej!

Sage przeżyła w swoim życiu już bardzo wiele, uciekła z domu w środku nocy, spakowana w swojego vana i wyruszyła setki kilometrów do uczelni, na tyle dalekiej, by rodzina nie mogła jej odwiedzać. Mieszka w swoim samochodzie, nie ma pieniędzy na ubrania, a co dopiero na wynajęcie czegoś, a rodziców nie chce prosić. Wtedy na jej drodze staje April, urocza, radosna dziewczyna, która również jest na pierwszym roku studiów. Obie zaczynają się przyjaźnić, aż Sage poznaje brata April – Lukę. Przystojnego, wysokiego chłopaka z zadziornym uśmiechem i tatuażami. Luca jest wszystkim tym, od czego Sage ucieka. Gdy w jej pobliżu jest jakiś mężczyzna, dziewczyna dostaje paniki, zamiera, nie może oddychać. Jednak, kiedy zaczyna spędzać z nim więcej czasu, zauważa, że nie jest on takim potworem, jak myślała. Zamiast tego, przy Luku, zaczyna się czuć, jak dawna Sage.

Co z tego wyniknie? Czy Sage ucieknie przed swoimi demonami, czy one ją dogonią?

To powinno być zabronione!

Musicie wiedzieć, że zaczęłam czytać tę książkę ze świadomością, że jest to seria, ale każdy tom jest niezależny. Myślałam, że w ciągu tych prawie pięciuset stron, dowiem się wszystkiego i na koniec spotka mnie szczęśliwy happy end. Że następny tom, będzie o następnych bohaterach, może o April… Jednak nie. Autorka postawiła, że książką Jednak mnie kochaj, chce zniszczyć swoich czytelników i kolejny tom, zrobi również o losach Sage i Luca. Mało tego, autorka pochodzi z Niemiec, więc mój plan „przeczytam drugi tom w oryginale” umarł w zarodku. Bo nie wiem, jak Wasz język niemiecki, ale mój jest mocno daleki od statusu „początkujący”, on nawet nie raczkuje. Wiec no… jakby przeczytanie w oryginale odpada, w polskiej wersji, pewnie też szybko nie zobaczę, a moje serce, mózg i dusza, chcą się dowiedzieć, CO DALEJ?!

Zostawmy teraz moje użalanie się nad sobą oraz zakończeniem i pogadajmy chwilę o treści. Pisałam już wyżej, że temat, który postanowiła poruszyć Laura Kneidl, jest dość powszechny. Najbardziej mi odpowiadał w książkach Jessici Sorensen, którą gorąco Wam polecam! Jednak autorzy łapią się tego i ciągle jest na topie. Niektórym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Jeśli chodzi o Jednak mnie kochaj, to w końcowym rozrachunku wychodzi na plus. Minus trochę jest taki, że mamy za sobą te kilka set stron i do końca nie wiemy, co tak naprawdę się stało Sage. Za to Luc nie ma problemów mówić o tym, jak to jego mama jest okropną kobietą. Może chodziło tu o przeciwieństwa? A może o dopełnienie, że razem tworzą całość? Nie jestem do końca pewna, ale wiem, że razem są na pewno idealnie dobrani i słodcy.

Minus plus minus daje nam plus…??

Jeden chyba tylko minus to taki, że faktycznie mamy tutaj czterysta osiemdziesiąt stron, a w sumie Sage nie zrobiła jakiś wielkich kroków, jeśli chodzi o jej przeszłość. Z jednej strony, rozumiem, znasz tych ludzi kilka miesięcy, ale z drugiej strony, jesteście dość blisko, Luca widział twoje ataki paniki itd., a ty nadal jesteś na nie, chociaż mocno się przyjaźnicie. Trochę mi się to gryzie w obu stron. Każdą niby rozumiem i jestem świadoma każdego argumentu, ale coś mi się tutaj gryzie. Do końca też nie mogę powiedzieć co, gdyż nie chcę za bardzo spoilerować, ale jeśli jesteście ciekawi, zawsze możecie napisać do mnie na facebooku czy instagramie, to możemy przedyskutować!

Podsumowując, Jednak mnie kochaj to książka, którą mogę polecić. Czytało się szybko, lekko, przyjemnie i przede wszystkim, uwielbiam Lukę! Laura Kneidl stworzyła książkę, której temat niby jest już oklepany, ale mimo to sprawiła, że w oczach pojawiały mi się łzy. Emocje, historia, bohaterowie, wszystko to jest razem bardzo dobrze złożone i ubrane w emocje! Czy jest to coś nowego? Może nie, ale czy polecam? Stanowczo!

Moja ocena to 8/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika