Zaufaj Mi – Anna Bellon: Recenzja Ambasadorska

Mówi się, że Ania Bellon jest sensacją Wattpada, ale czy to prawda? Czy wydawca używa dobrego chwytu marketingowego, czy Zaufaj Mi naprawdę jest dobre?

Jak wiadomo, moje ostatnie spotkanie z taką sensacją skończyło się niespecjalnie dobrze… Recenzja była mega negatywna, książka znalazła się w topce najgorszych książek 2017 roku, a ja mam ochotę nigdy więcej nie sięgać po książki z Wattpada – w każdym razie polskiego. Anię znam nie od dziś, poprzednie tomy tej serii, bardzo mi się podobały, a gdy widziałam cytaty z Zaufaj Mi, czułam, że to książka dla mnie. Wy tego nie wiecie, ale gdy piszę tę recenzję mamy początek marca. Jestem już po lekturze i nie mogę się doczekać, aż podzielę się z Wami moją opinią. Czy warsztat pisarki Ani się rozwinął? Co pokazała w kolejnym tomie? A może osiadła na laurach i książka okazała się kompletną klapą?

Kacey jest zaradną i samodzielną dziewczyną. Nie lubi prosić o pomoc i nawet to nie przychodzi  jej przez myśl, gdy musi zacząć szukać nowego mieszkania. Woli nie mówić rodzinie i przyjaciołom, bo wie, że zaraz by ściągnęli ją do siebie. Kacey chce rozwiązać ten problem sama. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi Miles, który proponuje jej, by zamieszkała u niego, ponieważ on i tak często bywa w trasie, więc rzadko bywa w domu. Dziewczynę ten pomysł z początku nie napawa optymizmem, ale po pewnych wydarzeniach w końcu się zgadza i wprowadza się do niego. Od tego miejsca wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ona i Miles mają wspólną przeszłość, o której nie mówią, omijają temat i udają, że nic nie było.

Jednak nierozwiązane sprawy lubią wracać, przeszłość puka do drzwi, a oni muszą sobie z nią poradzić, tak, by nikt na tym nie ucierpiał. Czy Kacey będzie dość silna, by nie poddać się przeszłości? Czy Miles stanie na wysokości zadania i okaże się prawdziwym mężczyzną?

„– Gdzie byłaś całe moje życie? – zapytałem z przekąsem, schodząc na lekki ton.
– Tuż pod twoim nosem.”

KOCHAM MILESA! Wszystkie słowa drukowanymi literami w tej recenzji są zamierzone i celowe, by podkreślić dramaturgię moich emocji i tego, jak bardzo zakochałam się w tej książce. Muszę pochwalić Anię, bo podsumujmy (tak, jeszcze nie ma końca serii, a ja już ją podsumowuję). Pierwszy tom był mocny, trochę słodki, skrajny z mnóstwem emocji. Kyler i Maia to naprawdę wybuchowa para. Drugi tom – Ollie i Nina byli totalnie słodcy, Ollie = cukrzyca. Uwielbiam tego chłopaka, ale osobiście jest ciut za miękki dla mnie. Jednak gdy przechodzimy do Milesa i Kacey to po prostu ideał. Nie tylko historia tej dwójki bohaterów mi się podobała, to ta część jest bardziej dojrzały, lepszy pod względem warsztatu pisarskiego. Dużo osób może mi zarzucać, że chwalę, bo przyjaźnię się z Anią – ale to nie prawda. Jestem przez to jeszcze gorsza. No i Miles… kocham tego zioma!

Czytanie tej książki to była sama przyjemność. Zaczęłam ją w niedzielny poranek i skończyłam późnym popołudniem. Każda godzina, minuta z bohaterami to była radość dla mojej duszy. Nie tylko poczułam pełną gamę emocji, bo śmiałam się i wzruszałam, ale również poznałam kolejną nieszablonową historię. Moim zdaniem, ta książka jest o wiele lepsza od poprzednich. Ania stała się bardziej odważna, śmielsza, a dzięki temu, powieść jest barwniejsza, bogatsza, ale co najważniejsze, przez czas od ostatniego tomu, warsztat Ani poszedł ogromnie do przodu.

Kolejny powód, dla którego lubię książki Bellon, jest to, że nie pisze o niczym. We wszystkim, co wychodzi spod jej pióra, jest morał, jest historia o dorastaniu, o problemach normalnych ludzi/nastolatków. Pod pewnym względem przypomina mi książki Jessici Sorensen, ona tak samo porusza trudne tematy, tylko że robi to w bardziej dramatyczny sposób.

„– Dlaczego, Miles? Dlaczego tak bardzo ci zależy na tym, żebym została? – wyszeptała.
Zwiesiłem głowę. Nie miałem pojęcia. Nie miałem zielonego pojęcia.
– Nie wiem, Kace, jasne? Ale to cię wtedy między nami wydarzyło… – westchnąłem, zaczesując włosy do tyłu.
W tym momencie bardzo chciałem jej cokolwiek obiecać, ale nie potrafiłem. Wszystkie słowa utykały mi w gardle. – To się po prostu stało, Kacey i nie cofnąłbym czasu – powiedziałem w końcu. – Jednak teraz sprawiasz, że czuję się jak dupek, a nigdy nie chciałem cię skrzywdzić – przysiągłem. – Nigdy, Kace.”

Zaufaj Mi to książka pięknie napisana, bohaterowie wykreowani na ludzi. Nie jest to idealizowana historia, która może wydarzyć się tylko w marzeniach. Losy Milesa i Kacey mogą spotkać każdego (nie pogardziłabym spotkać takiego Milesa), ale także możemy walczyć tak jak oni i osiągnąć to, co oni. Moim zdaniem, największym plusem tej książki jest jej prawdziwość i humor. To, ile razy wybuchałam śmiechem przy Zaufaj Mi to dosłownie ciężko zliczyć. Cięty humor Kacey sprawia, że jeszcze bardziej ją lubię i doceniam. Jej walka o lepsze jutro, walka z samym sobą jest najgorsza i myślę, że dzięki temu wątkowi, książka jest bardziej wartościowa. A także uważam, że z Kacey mamy dużo wspólnego, czyli tak jakby Miles jest mój, więc dziewczyny, które będziecie sobie go przywłaszczać, to sorry, ale zajęty.

Teraz parę słów o moim nowym mężu. Ania stworzyła idealnego faceta. W książkach przeważnie jest taki, że macho i w ogóle, ściągaj gacie laska, bo cię przelecę. Potem są takie ciapy, których nikt nie lubi. A to musi być facet, który wie, kiedy złapać kobietę za włosy i zaciągnąć go jaskini, ale także musi wiedzieć, kiedy przynieść serniczek i ukochać. Taki jest właśnie Miles!

Podsumowując, książkę polecam, kocham i uważam za najlepszą z tej serii. I tak, pamiętajcie, że Miles mój, Ania jest super, a Wy po prostu musicie przeczytać Zaufaj Mi!!

Moja ocena to 10/10 i czekam na więcej!

Pozdrawiam,

Wasza Dominika