Wydanie Demona Żądzy w Novae res. Plus kilka wiadomości!

Witajcie kochani!
Dzisiaj dam Wam do przeczytania coś kompletnie innego. Chciałabym raz na zawsze uciąć plotki, domysły, aluzje na temat wydania „Demona Żądzy”. Opowiem Wam jak do tego doszło, co skłoniło mnie to tego, a także jak wyglądał proces wydawniczy.
Często piszecie do mnie z różnymi pytaniami, na które nieraz nie odpowiem, wtedy dużo osób opowiada, że się wstydzę, unikam Was, ale ja po prostu, najzwyczajniej w świecie zapominam odpowiadać na te wiadomości. Przepraszam te osoby, którym przestałam opisywać, albo w ogóle tego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że ta notka pomoże Wam i skończymy wreszcie te domysły „co, jak, kiedy i czemu”.
Zapraszam Was do szczerego wyznania, jakiego nie znajdzie nigdzie indziej.

Od czego się zaczęło:
Część z Was, którzy tutaj zaglądają, mogą nie wiedzieć o co chodzi, dlatego szybko wprowadzę Was w temat. 22 września 2014 roku, na rynku ukazała się drukiem moja książka pt; „Demon Żądzy”. Wydałam ją pod opieką wydawnictwa Novae res, umowa jest na zasadzie współfinansowania. Nie ukrywam tego, powiedziałam to już dawno temu, ale teraz oficjalnie o tym mówię, by nie było wątpliwości. Dlatego wbrew temu co mówią, nie oddałam praw autorskich do mojej książki. Demona publikowałam początkowo na blogu i tam zyskał już pierwszych czytelników jak i tych, którym nie przypadł do gustu. Publikowałam go tam przez 7 miesięcy, 4 miesiące później wysłałam propozycje wydawniczą, niecały miesiąc później od tego dostałam pozytywną odpowiedź, po kolejnych 4 tygodniach umowa została podpisana i zaczął się proces wydawniczy, który miał trwać 6 miesięcy.
Proces wydawniczy:
Kiedy dostarczyłam umowę wydawnictwu, myślałam, że proces ruszy pełną parą. Jednak tak się nie stało, musiałam odczekać bodajże 2 miesiące, by ruszyła redakcja tekstu. Nie wydawała mi się solidna, ani poprawnie zrobiona. Wtedy dopiero dowiedziałam się, że korekta nie jest ich mocną stroną, lecz wiedziałam też, że moje dwa tygodnie na korektę autorską nie zdziałają cudów, nikt normalny nie dałby rady poprawić książki w tak krótkim czasie. Łudziłam się, że może nie będzie tak źle – jednak było i jest. Kolejnym problemem okazała się okładka. Pracowało nad nią kilku grafików, każda propozycja była odrzucana przez wydawnictwo. Było około siedem projektów zanim osoba odpowiedzialna za to uznała, że dana jest odpowiednia. Wtedy mogłam zasugerować ewentualne zmiany, które nie zostały tak rozpatrzone jakbym tego chciała.
W tym momencie byłam już zmęczona całym tym wydaniem książki i było mi już prawie wszystko jedno co stanie się z Demonem. Kolejny problem był z dotrzymaniem terminu, który również się przesunął, ale związku z tym w umowie jest odpowiedni punkt wynagradzający autorowi zwłokę. W tej chwili, już tyle miesięcy po oficjalnej premierze Demona, nie pamiętam wszystkiego, zapewne punktów było by więcej.
Ogólnie:
Pisząc to chcę, żeby wszyscy dowiedzieli się jak to wyglądało. Czy żałuję, że wydałam w NR? Nie, bo nauczyło mnie kilku ważnych rzeczy, dzięki nim mam debiut już za sobą i mogę skupić się na pisaniu. Wiem, że wiele osób w tym momencie mruczy pod nosem „Nigdy więcej nic nie pisz, bo nie umiesz”, ale wiecie co? Ja to uwielbiam i wiem, że nie jestem w tym tak dobra jakbym chciała, ale nie jestem też na tym poziomie na jakim byłam przy Demonie. Moje umiejętności podniosły się i idzie mi coraz lepiej, ciągle się uczę, a przede wszystkim dementuje wszystkie plotki. Przyjmuję krytykę. Mam grupkę osób, które zawsze bez ogródek mówią mi co myślą o danym tekście, wytkną każdy błąd i tak długo wałkują ze mną dany błąd, temat aż w końcu się nauczę. Nawet jeśli całkiem obca osoba mi wytknęła jakiś błąd to staram się od razu zakodować go w głowie i nie powtarzać.
Odpowiadając na komentarz jednej osoby – nie czuję się źle, dziękuję że pytasz, ale także nie zamykam się w kokonie, a mój mózg ma się równie dobrze co ja. Wiele osób negatywnie nastawiło się do mnie po serii analiz jednej z dziewczyn, która zjechała demona, co zapewne wiesz:) Jednak jedna książka nie czyni z człowieka pisarza, tak samo jedna książka nie powinna zwiastować na całe życie tego człowieka. Demon to książka, powieść fantastyczna, która była dla mnie jak nauka jazdy na rowerze. Kiedy już nauczyłam się jeździć, wiem jak jechać przed siebie.
Co do nie publikowania niektórych komentarzy, nie publikuję ich jeśli nie prezentują sobą dobrego poziomu i kultury osobistej. Część z Was po prostu wchodzi i wypisuje:
„Jesteś beznadziejna, nie rób tego co robisz bo to szajs i przynosisz wstyd”
„Powinno być ci wstyd, że w ogóle wydałaś tę książkę”
„Pieprzona nimfomanka, mam nadzieję, że spotka cię kara”
Jednak przedstawiam Wam mojego „ulubieńca”
„Dominisia – nigdy nie wyruchana. Taka zje***a.” – autentyczność zachowana.
Dlatego moi drodzy nie publikuję większości komentarzy jeśli nie są związane z recenzją. W kontakcie macie mój mail, jeśli chcecie mi coś powiedzieć to napiszcie na niego, albo na profil na fp. Lecz związku z tą notką opublikuję każdy komentarz, nawet te obraźliwe. Bo nie bolą mnie te słowa, tylko to, że tacy okrutni ludzie chodzą po świecie.
Myślę, że to wszystko w temacie.
Chcecie coś więcej wiedzieć, pytajcie poniżej. Odpowiem na każde pytanie, jeśli będzie miało jakiś logiczny sens.
Pozdrawiam,
Wasza (mniej lubiana) Dominika.