Tęcza nad jeziorem – Magdalena Kołosowska: Recenzja Patronacka

Magdalena Kołosowska jest jedną z pierwszych autorek, jaką czytałam z własnej woli, z przyjemnością i nie bluzgałam przy tym jak szewc. Wiecie, że po polskie autorki sięgam ze strachem i niepewnością, co mnie spotka. W większości przypadków, kończy się to bólem głowy, faceplamem i negatywną recenzją. Ale przy Magdzie jest inaczej. Każda jej książka w inny sposób do mnie docierała. A jak było tym razem? Czy Tęcza nad jeziorem również trafiła w moje serce?

„[…] Po co czekać ćwierć wieku i w końcu się rozstać, skoro można w ogóle do tej rzeki nie wchodzić – rzuciłam.
– Jeśli będziesz omijać każdą rzekę, nigdy nie dopłyniesz do morza.” Tęcza nad jeziorem – Magdalena Kołosowska

Ewa wraca do domu babci po wielu latach mieszkania zagranicą. Chce pojechać, spotkać się z mamą, powspominać dawne czasy i odnaleźć zburzony spokój. Jednak, gdy podjeżdża pod domek babci, z którym wiąże jej się tyle wspomnieć, zauważa, że trwa remont. I to gruntowny. Nigdzie nie widać, matki, a mężczyzna – Bruno, który jest na budowie, to stary znajomy. Tylko, że kiedyś wyglądał inaczej i inaczej się zachowuje. Jednak to początek niespodzianek. Rodzice mają pełno tajemnic, które wychodzą na jaw. W małej wsi wszystko się zmieniło. Ewa, która spodziewała się znaleźć w znajomym miejscu, jest zdezorientowana, zagubiona i nie wie, co myśleć. Wróciła do miejsca, które miało przynieść jej spokój, a zamiast tego, kolejny raz wszystko się posypało. Czy Ewie uda się pozbierać po ciężkich przeżyciach? Czy w końcu odnajdzie szczęście? I przede wszystkim, co się stanie, gdy wszystkie tajemnice wyjdą na jaw?

Po książkach Magdy, zawsze spodziewam się tematu, który jest trudny. Nie oczekuje, że dostanę jakieś tam love story, tylko powieść, która będzie o czymś. Która mną wstrząśnie i dostane porządny morał. Jednak tutaj zostałam zaskoczona, bo początek książki, wskazuje właśnie na love story, taką tam obyczajówkę. Ale dzięki Bogu, im dalej w las, tym więcej się dowiadywałam i coraz bardziej mi się podobało. Kolejny raz, Magda mnie zaskoczyła, bo nie dostałam tylko opowieści, która była o czymś. Bohaterzy byli prawdziwi, jednocześnie, sprawiali wrażenie, jakby naprawdę istnieli w realnym świecie, jakby mógł to być, każdy z nas. Miałam ochotę przenieść się na tę wieś Ewy i tam zamieszkać. Opisy, tych widoków, które są zarezerwowane, tylko dla odludnych miejsc, gdzie nikt nie przeszkadza, nie ma problemów, że pod blokiem ktoś kosi trawę o 7 rano. Tam ma się swój własny kawałek szczęścia i tego zazdrościłam bohaterom.

Kolejnym punktem, który mnie zaskoczył to sam zamysł Magdy. Musicie wiedzieć, nie jestem jedną z osób, która przyjaźni się z autorką i jej słodzi, po przeczytaniu książki. Jeśli coś mi się nie podoba, to to mówię. Tak było przy Tęczy nad jeziorem. Po przeczytaniu powieści napisałam do Magdy i powiedziałam, wprost, że książka jest bardzo fajna, ciekawa, zabawna i wzruszająca, ale miałam problem z Ewą. Otóż w moim odczuciu, główna bohaterka momentami jest irytująca i wkurzająca. Powiedziałam to Magdzie, a ona do mnie „Tak? To super, taka miała być”. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy krytykujesz, a autorka mówi, że to super i że w takim razie dobrze napisała. Dowiedziałam się, że osoba taka jak Ewa, po tym co przeszła, nie mogła być cała happy, promienna i kochać wszystkich. I w sumie po przemyśleniu tego, zgodziłam się z Magdą.

No i jeszcze jest Bruno, który no… Trafia na listę mężów, uwielbiam go, jego charakter, pracowitość, dobroć. A zakończenie z nim, i ogólnie zakończenie, które mamy w tej książce sprawiło, że z moich oczu popłynęły łzy. Nie jestem człowiekiem, który tam płacze na romantycznych momentach, gdy on klęka, oświadcza się itd.,(to nie spoiler). Prędzej wzruszy mnie mały szczeniak, niż romantyzm. A tu, przy Tęczy… jest inaczej. Książka wzrusza i daje do myślenia. Jasne, jestem pewna, że Tęcza nad jeziorem nie spodoba się wszystkim. Nie da się podbić serca każdego, ale moje podbiło i bardzo mi się podobało. Te kilka godzin, które spędziłam na czytaniu, było niesamowicie relaksujące i przemiłe. Piękne opisy są kolejnym plusem tej książki. A także bohaterzy, każdy wnosi coś do fabuły i jest ważny dla całości.

Podsumowując. Polecam tę książkę. Jestem dumna, że na tylnej okładce znajdziecie moją rekomendację i ciut niżej, moje logo. Patronat nad tą książką, jest na pewno jednym z lepszych i cieszę się ogromnie, że mogłam wesprzeć Magdę. Nie mogę się doczekać kolejnych jej książek, (wiem, że pisze kolejne) i zapraszam Was do przeczytania. Tęcza nad jeziorem jest powieścią piękną, z przesłaniem i opowiadająca o realnych wydarzeniach.

Moja ocena to 10/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika