Stan Lee

Stan Lee. Człowiek Marvel – Bob Batchelor: Recenzja

Musiało minąć trochę czasu, zanim zabrałam się za pisanie o książce Stan Lee. Człowiek Marvel. To ten człowiek w dużej mierze ukształtował to, kim jestem dzisiaj.

Mówi się, że Marvel to nie firma, to rodzina. Ogromnie się z tym zgadzam. Wciąż pamiętam, jak za małego siedziałam na ziemi z bratem i oglądaliśmy X-manów i Spider-mena. Nie ukrywam, że brat jest większym maniakiem komiksów niż ja, ale to dzięki niemu dowiedziałam się, kim jest Stan Lee. To ja przekazałam bratu, że ten cudowny człowiek odszedł. Oboje wiedzieliśmy, że filmy Marvela, bez Stana Lee, to już nie będzie to samo. Jednak trzeba przyznać, że premiera tej książki nie mogła się bardziej wpasować, niż dwa dni po śmierci tego człowieka. Tylko czy Bob Batchelor umiał napisać to tak, by oddawało cześć dla Stana Lee?

Autor postanowił napisać biografię osoby znanej na całym świecie. Ikony, idola, i guru wielu młodych ludzi. Wiele go kojarzy jako miłego, starszego pana w okularach z uśmiechem na twarzy i mądrą radą dla każdego. Jednak nie zawsze tak było. Stan Lee zaczynał karierę w młodym wieku,. Najpierw założył własne wydawnictwo; stworzył całe uniwersum superbohaterów…, a potem szło coraz lepiej. Na pozór tak właśnie może się wydawać. Jednak nie zawsze było tak dobrze. Czy wiedzieliście, że Stan Lee miał problemy finansowe, a jego prace nie zawsze były tak pozytywnie odbierane , jak teraz? Stan musiał przejść daleką drogą do ikony, jaką się stał. Bob Batchelor nie pokazuje tylko tej pozytywnej strony, ale zagłębia się też w tę ciemniejszą. Przedstawia nam dokładnie samą markę Marvela i opowiada o wielu ciekawostkach.

Realni superbohaterzy. Każdy może (i pragnie!) nimi być.

Przyznaję się, że przed napisaniem recenzji, poszukałam innych opinii na temat tej książki, bo byłam ciekawa, co inni o niej sądzą. Sama miałam nieco mieszane uczucia, bo liczyłam, że dowiem się wszystkiego o tym człowieku, że będzie dużo chociażby o tym, skąd brał pomysły. A niestety, muszę się zgodzić z innymi recenzentami, że autor pominął wielu bohaterów. Skupił się na – Fantastycznej Czwórce, Czarnej Panterze, Avengersach, a w głównej mierze na Spider-menie. Ten ostatni ma posiadać wiele cech samego Stana Lee i być właśnie największym osiągnięciem, które pozwoliło się mu wybić.

Jednego na pewno mi zabrakło w tej książce. Szczegółowego opisania tych wszystkich bohaterów, bez wyjątków. Jednak rozumiem, że Bob chciał pokazać, jaką drogę przebył Stan Lee. Od kogoś, kto kocha tworzyć komiksy, do kogoś, kto jest ikoną i jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi na świecie. Tylko jedna rzecz ogromnie mnie ciekawi. Podczas przeglądania innych opinii, dużo osób nawiązało do „Niezwykłej historii Marvel Comics”. Przyznaję bez bicia, że wyleciała mi z głowy, jakoś musiało mi umknąć i nie czytałam tej pozycji, ale dużo osób się odnosiło do tej książki i ją polecało bardziej. Na pewno przeczytam i porównam te dwie opowieści (o czym nie omieszkam Was poinformować ;))

Zwykły człowiek, który zrobił coś niezwykłego.

Stan Lee jest, był i będzie człowiekiem, który sprawił, że komiksy nabrały sensu, a te wszystkie cudowne postacie zostały i wciąż zostają przenoszone na wielki ekran. Sama sobie nie wyobrażam życia bez Marvela. Znam na pamięć wszystkie filmy, a przed moim bratem komiksy nie mają tajemnic. Nawet moja czteroletnia siostrzenica już wie, kim są superbohaterowie Marvelai bez problemu wskazuje ich nazwy.. Stan Lee stworzył coś, co nie tylko pokazuje, że dobro może wygrać, ale również że łączy pokolenia. Żałuję tylko trochę, że ta książka to nie autobiografia, którą napisałby sam Stan Lee, ale i tak cieszę się, że mam Człowieka–Marvela na półce. Zgadzam się z innymi, że książka została napisana trochę chaotycznie i brakuje prywatnego życia Stana, ale rozumiem też, że autor chciał skupić się na istnieniu Marvela.

Dla mnie Stan Lee zawsze będzie niczym trzeci dziadek. Ten człowiek udowodnił,że można być dobrym i jednocześnie ironicznym/sarkastycznym. Wiem, że wszyscy chcieliby dowiedzieć się absolutnie wszystkiego o Stanie, poznać każdy szczegół z jego życia, ale niestety tak się nie da. Stan Lee był zwykłym człowiekiem, który robił coś niezwykłego i zachęcał cały czas ludzi do tego, by robili to, co kochają, a wtedy będą szczęśliwi. Sam stosował tę mantrę i dlatego wszyscy go znamy. Ne poddał się, robił to, co kochał. A dzięki niemu my mamy przyjemność znać tych wszystkich superbohaterów.

Człowiek-Marvel dla Marvelomaniaków?

Myślę, że każdy, kto w jakiś sposób lubi tę markę/firmę, powinien być zadowolony z tej biografii. Są w niej niedociągnięcia, czasem jest chaotycznie i powtarzalnie, ale ogólnie polecę Wam ją. Każdy, kogo ciekawi Stan Lee, może śmiało sięgnąć po tę lekturę i będzie usatysfakcjonowany!

Moja ocena to 8/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika

Za książkę dziękuję