Podsumowanie

Podsumowanie serii książkowych

Witajcie w Nowym Roku! Wczoraj wracaliśmy do „żywych” po szalonym lub spokojnym sylwestrze, a dziś większość z was, jak ja wróciła do pracy. Dlatego stwierdziłam, że to dobry czas na podsumowanie!

Muszę Was również nieco zaskoczyć. Jeśli jesteście ze mną przez te lata, co żyje ten blog, to wiecie, że u mnie podsumowanie pojawia się raczej później niż wcześniej. Jednym w tym roku (a raczej już poprzednim), podczas świąt, gdy odpoczywałam obżarta serniczkiem, doznałam olśnienia. Nie tylko zrobię podsumowanie z topką, ale również napiszę posty podsumowujące, jak np., tutaj serie książkowe. W 2017 pojawiło ich się sporo, ale tylko kilka sprawiło, że moje serce poczuło miłość. Liczyłam, że uda mi się zrobić równe dziesięć, ale niestety zabrakło mi jednej, ale tak czy inaczej, znajdziecie tutaj serie, które naprawdę warto przeczytać.

Ach i jeszcze wspomnę, że kolejność jest przypadkowa.

Serce z cierni

Zacznę od tej książki, gdyż przeczytałam ją między świętami a sylwestrem i ogromnie rozpaczam, że się skończyła. Cały grudzień minął u mnie pod znakiem, jakiejś niemocy czytelniczej. Nie chciało mi się czytać, a jak już chciałam, to nie wiedziałam, co. Niespodziewanie, pod wpływem impulsu, zgarnęłam tę książkę z półki i zaczęłam czytać (jeśli chcecie ją wiedzieć, skąd ją mam, wejdźcie tutaj). Totalnie przepadłam. Bohaterzy, fabuła, szczegóły i przede wszystkim magia przedstawiona na stronicach to cudo. Tylko zakończenie mnie totalnie wbiło w ziemie, bo nie wiem, co dalej z moim życiem, a kolejny tom, wyjdzie dopiero w listopadzie zagranicą. Co począć przez ten czas…? Nie mam zielonego pomysłu. I jestem ogromnie ciekawa okładki, bo ta jest cudowna!

Jak poderwać drania

Stwierdziłam, że będę na przemian pisać gatunkami, więc teraz coś z młodzieżówek, a może YA… Przyznaję się bez bicia, że zaczynałam tę książkę z rezerwą. Myślałam, że będzie jedną z tych takich samych, schematycznych i już trochę nudnych powieści. Jednak spotkało mnie ogromne zaskoczenie. Jak poderwać drania, jest tak zabawna i lekka, że nie czujemy tego, jak przepływamy przez kolejne rozdziały. Naprawdę już dawno nie bawiłam się tak dobrze przy czytaniu, a już na pewno nie śmiałam się w głos. A te wstępy do rozdziałów były jedną z najlepszych rzeczy, jaką autorka mogła zrobić. Nie mogę się doczekać kolejnej części, ja wiem już o kim będzie, ale nie będę zdradzać. Koniecznie sięgnijcie po tę serię!

Zabić Sarai

To jest na sto procent, jedno z lepszych odkryć tego roku. Co prawda nie przeczytałam jeszcze drugiego tomu, ale tylko dlatego, że czekam na całość. Nie wyobrażam sobie przerwać czytania znowu w jakimś okrutnym miejscu. Chce mieć tę serię w całości na półce i wtedy z czystym sumieniem zacząć czytać, by móc od razu sięgnąć po kolejny tom. Jednak musicie wiedzieć, że to naprawdę dobra książka. W pierwszej chwili wydawało mi się ciut naciągane, ale im dalej szłam, tym bardziej się wciągałam i nie mogłam przerwać, czytać. Emocje sięgały zenitu, bohaterzy nie byli wkurzający, a fabuła naprawdę dobra i tajemnicza. Niby dużo się czytelnik dowiaduje na początku książki, ale im dalej, tym ciekawiej i bardziej emocjonalnie. Ogromnie jestem ciekawa, co dalej z główną bohaterką!

Okrutny książę

Pisałam o niej w którymś podsumowaniu i na instagramie mogliście znaleźć zdjęcie, gdzie w opisie zachwycam się Okrutnym Księciem. Pierwszy raz jakaś książka przekonała mnie do świata elfów. Wiem, że pisałam to już wszędzie chyba, ale taka jest prawda, że naprawdę nigdy nie lubiłam tej tematyki. Nie ruszały mnie te stworzonka, czy to robione na złych, czy dobrych. A tutaj stał się cud, nie wiem, czy to zasługa autorki, czy naprawdę podstępnej fabuły, ale pokochałam tę książkę. I jeśli czytaliście Okrutnego Księcia, to wiecie, że w zakończeniu autorka totalnie poszalała i nas zastrzeliła. Po tylu przeczytanych książkach nie sądziłam, że jeszcze mnie coś zaskoczy, a tu proszę. Jestem ogromnie ciekawa, co dalej i nie mogę się doczekać kolejnej części. Oczywiście, jak tylko wyjdzie na polski rynek wydawniczy, to spodziewajcie się mojej recenzji!

Lucyfer

Moja kochana Armentrout. Wszyscy wiemy, że jej nazwisko nie jest łatwe, a ja zawsze mylę się przy takich dziwnych nazwach, ale przy Jennifer, nigdy. To przeznaczenie, bo jej książki to po prostu jedne z najlepszych książek, jakie czytuje. Uwielbiam ją w wydaniu fantasy, ale Lucyfer, totalnie podbił moje serce. Recenzje znajdziecie na blogu i tam jest pełny opis tego, co myślę o tej książce i co czułam przy czytaniu. Szczerze mówiąc, ciężko mi ująć w kilku zdaniach, co myślę o Lucyferze, bo to jest sztos. Na początku byłam na nie, jak sporo osób, ale potem przepadłam. Artmentrout, zrobiła mi taką papkę z mózgu, że nie wiedziałam, co ja czytam, o co chodzi i dokąd to zmierza. Bardzo gorąco polecam, nawet jak się będzie ciężko na początku, to nie zniechęcajcie się, tylko idźcie dalej, bo naprawdę warto.

PS: Nie mogę doczekać się nowej Armentrout, która wychodzi w tym miesiącu!

Porwana pieśniarka

Wiem, że wiele z Was zna już tę serię i pewnie przeczytaliście już całość, ale gdy inni się zachwycali, ja omijałam szerokim łukiem. Gdy zaczynałam czytać, serio nie sądziłam, że aż tak mnie zaskoczy i porwie. Od pierwszych stron, byłam raczej niepewna, z rezerwą podchodziłam do całej tej historii. A tu zaskoczenie! Nie sądziłam, że tak się wciągnę, że tak będę ciekawa i zaintrygowana. Autorka nie tylko wykonała kawał dobrej roboty, ze stworzeniem tej fabuły i przedstawionym światem, ale również w bohaterów i to, że nie mamy tutaj przewidywalności. W każdym razie ja tego nie spotkałam. Przez wszystkie rozdziały, byłam pochłonięta losami, głównej bohaterkami i tego, co ją jeszcze spotka. Chociaż muszę przyznać, że nie wiem, co myśleć o zakończeniu i wydarzeniach, które mają być w kolejnym tomie. Tak, nie czytałam jeszcze, bo boję się, że zepsuje się cała akcja. Ci, co czytali, niech dadzą znać, czy warto czytać dalej!

Begin Again

Uwielbiam tę serię! Przeważnie zawsze mam swój ulubiony tom albo kogoś, kogo kocham najbardziej, ale tutaj nie umiem wybrać. Gdy myślę, że wiem już kogo wole bardziej, to przypominam sobie innych postaciacj i nie wiem. Naprawdę (nadużywam tego słowa dziś), ta seria jest super. Lekka, śmieszna, emocjonalna, z przeboskimi bohaterami i bohaterkami, które nie są totalnymi ciapami, jak w większości książek. Uwielbiam ich za to właśnie, że autorka nie zrobiła serii, która jest pełna schematów, tylko właśnie je łamie. Jasne, zdarzają się jakieś wątki schematyczne i przewidywalne, ale to nie odbiera jej uroku ani przyjemności z czytania. Podejrzewam, że wrócę to tych książek nie raz i nie dwa. Nawet teraz, o nich pisząc, mam ochotę wziąć w garść pierwszy tom. Gorąco polecam wszystkim tym, którzy mają dość już tych ckliwych, identycznych młodzieżówek, oraz już nudnych NA/YA. Ta seria jest wyjątkowa!

Stage Dive

To jest jedna z moich miłości tego roku. Gorący muzycy, super historia, emocje, i muzyka. Uwielbiam to, co stworzyła Kylie Scott, nie wyobrażam sobie, by ta seria mogła wyglądać inaczej, by inaczej to wszystko się potoczyło. Na blogu wkrótce pojawią się recenzje kolejnych tomów, ale musicie wiedzieć, że każdy z tych mężczyzn jest wyjątkowy i kochany. Serio, mogłabym każdego przygarnąć i żylibyśmy sobie harmonii, wymieniając się nowy piosenkami, ale to oni by mi grali. Jednak jeśli oglądaliście mój film, o pierwszych dwóch tomach, to wiecie, że Malcolm porwał, uwiódł i zaklepał moje serce wyłącznie dla siebie. Polecam wszystkim tym, którzy uwielbiają książki o seksownych muzykach, które nie są wyłącznie o seksie i które mają cudowną fabułę. Tutaj to wszystko znajdziecie!

Kate Daniels

Na koniec zostawiam sobie prawdziwą perełkę! Czytałam tę serię, a raczej pierwsze cztery tomy na przełomie stycznia/lutego. Bardzo dawno temu, ale wciąż pamiętam, jaką wtedy poczułam miłość do tej serii. Kocham fantastykę, uwielbiam w zimie przenosić się do innych krain, światów, stworzonych w głowach ich autorów. Jednak to, wymyślił duet Andrew (to małżeństwo), to przechodzi ludzkie pojęcie. Spotkałam się już z różnymi fabułami, ale tutaj…. czacha dymi – kolokwialnie mówiąc. Uwielbiam główną bohaterkę, bo jest twarda i nie daje sobie w kaszę dmuchać, uwielbiam Lwa, chociaż raczej powinnam powiedzieć, że szaleję za nim. A oni, jako duet to totalnie „YES, PLEASE!”. Na półce mam kolejne tomy i z niecierpliwością czekam, by się za nie zabrać, ale po tak długiej przerwie, boję się, że nie wciągnę się od nowa.

To już wszystkie książki. To podsumowanie jest typowo pod serie książkowe, jakie poznałam w roku 2018r, ale możecie być pewni, że to jedno z kilku podsumowań, jakie znajdziecie w ciągu najbliższych dwóch tygodni! Dajcie znać, jakie serie porwały Wasze serca!

Pozdrawiam,

Wasza Dominika