Najnudniejsza książka świata

Najnudniejsza książka świata – prof. K. McCoy i dr Hardwick: Recenzja

Jakiś czas temu dostałam propozycję wzięcia w wyzwaniu z Najnudniejsza książka świata. Byłam ciekawa, czy faktycznie jest tak nudna, czy wydawca postawił po prostu na dobrą promocję, a treść była byle jaka.

Nigdy nie byłam fanką książek typu „Zniszcz ten dziennik” ani innych do tego podobnych. Uważam, je za zbędne i po prostu bezsensowne. Nigdy takiej nie posiadałam, ale widziałam u znajomych i nie przekonały mnie. Najnudniejsza książka świata mnie skusiła, ponieważ usłyszałam, że to całkiem inna lektura, nieprzypominająca Dziennika…. Dodatkowo promocja, jaką wymyśliło wydawnictwo Kobiece, była niesamowicie zabawna, interesująca i no podobno książka działa na bezsenność, a w tamtym czasie miałam problemy ze snem. Nie mogłam sobie darować, tylko podjęłam się wyzwania, poczekałam na paczkę, która do mnie dotarła i wzięłam się za czytanie.

Przy tej książce nie da się jako tako, zrobić opisu, bo to po prostu zlepek informacji, który ma nas tak znudzić, że po prostu się poddamy i pójdziemy spać. Dowiadujemy się czy da się policzyć piasek na pustyni. Mamy znaleźć różnice na dwóch stronach identycznych sweterków,(z 30 ich tam jest). Czytamy o tym, dlaczego krople wody mają różną wielkość. O rodzajach śniegu. Wirujące kręci umysłu. Statystyki sportowe. Nie dość, że dowiadujemy się z książki mnóstwo mało ciekawych faktów, to również pojawiają się takie zagadnienia, jak labirynt. Znalezienie czterolistnej koniczynki. I oczywiście nie mogło zabraknąć klasyku, przy problemach ze snem – liczenie owiec. Tematów jest mnóstwo i każdy kolosalnie różnicy się od poprzedniego. Spis treści zajmuje sześć stron, co dla mnie jest małym mindfuck’iem.

Opis tej książki ciężko napisać, bo nie ma jakiej takiej fabuły, którą mogę streścić, by wam przedstawić historię. Nie powiem, to miała być Najnudniejszą książka świata, a bardziej mnie bawiła niż nudziła. Serio, podczas czytania, tych bezsensownych informacji, byłam rozbawiona zamiast zamulona. Przyznaję się, że nie przeczytałam książki od deski do deski, ale myślę, że nikt raczej nie dałby rady tego zrobić. A jeśli ktoś to zrobił to wielki szacun ode mnie. Nie wiem, co skłoniło tych dwóch profesorów do napisania tej lektury, ale jestem pewna, że sami mieli ubaw, robiąc to. Swoją drogą – może będą trochę cięta, ale co za jednocześnie genialny i denny pomysł, by zrobić książkę. Wiem, że zebranie tych faktów, musiało być „wielce pasjonujące”. Z drugiej strony, zyskali dużą sławę, za coś, co nie wymagało wymyślania, bohaterów, miejsc, całej tej fabuły. Tylko zebrali, najnudniejsze fakty świata, dodanie parę pierdółek i gotowe!

Nie wiem, co więcej pisać o tej książce, bo co można powiedzieć dużo o takim jakby poradniku? Wiem, że dowiedziałam się wielu nieprzydatnych rzeczy, którymi będę mogła jedynie zabłysnąć na rodzinnych obiadach. Rozwiązałam parę zadań i w sumie dobrze się bawiłam? Nie patrzyłam jeszcze, jak inne blogerki odebrały tę książkę, ale jestem ogromnie ciekawa, czy się przy tym nudziły, czy może były rozbawione jak ja. Może miałam większą świadomość tego, że całą tę lekturę bierze się na luzie, z humorem, a nikt nie ściga się, by zrobić lepsze zdjęcia, lepszej recenzji itp. Zamiast tego usiadłam ze świadomością, że przecież może mi się nie spodobać. Że właściwie chodzi o to, że mam się przy tym nudzić, aż usnę.

Podsumowując, bo chyba nie ma sensu ciągnąć tej recenzji, bo jeszcze się znudzicie i dopiero będzie obciach, gdybym była nudniejsza niż Najnudniejsza książka świata. Jednak to rzeczy… Myślę, że jestem gotowa polecić Wam tę nowość. Może niektórych tak znudzi, że zaśniecie, albo rozbawi jak mnie. Cieszę się, że wzięłam udział w tym wyzwaniu. Nie zasnęłam przy czytaniu, ale cieszę się, że mogłam poznać tyle bezwartościowych faktów!

Moja ocena to 8/10

Tutaj, jeśli lubisz książki o muzyce, to zapraszam na moją recenzję książki „Zaufaj mi”.

Pozdrawiam,

Wasza Dominika