Dwór szronu i blasku gwiazd

Dwór szronu i blasku gwiazd – Sarah J. Maas: Recenzja

Dwór szronu i blasku gwiazd jest jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek na jesień. Sarah J. Maas absolutnie zawojowała moje serce i będę jej chyba wierna, aż po kres dni. Tylko, czy ten tom też był taki fajny?

Seria Dworu jest bardzo znana w Polsce. Wszyscy kochają Rhysanda i wcale im się nie dziwię. Od pierwszych chwil był moim ulubieńcem, z każdym tomem, coraz bardziej go kochałam. Gdyby tylko istniał taki w realu… Jednak Dwór szronu i blasku gwiazd nie jest pełnym tomem, to połówka, taka przeczekajka, na kolejny tom z naszymi ukochanymi bohaterami. Trochę się bałam, co może być w tak cienkiej książce, bo każdy, kto zna Maas, wie, że jak ona pisze, to wychodzą setki stron. A tu mamy zaledwie trzysta. Co z tym czekadełkiem? Czy Maas umie pisać krótko, czy to autorka, tylko do tworzenia cegiełek?

Mija kilka miesięcy od tragicznej walki. Wszyscy starają dojść do siebie, pogodzić się z tym, co tam się stało. Odbudować Dwór Nocy i pobliskie miasto, a także odzyskać nadzieje. Feyra stara się pomóc, jak tylko może. Próbuje być dobrą Księżną tego Dworu i służyć pomocą wszystkim, którzy jej potrzebują. Jednak to o przyjaciół i siostry martwi się najbardziej. W tamtej bitwie każdy odniósł jakieś rany i ciężko je zagoić. Jednak zbliża się Przesilenie Zimowe, wszyscy skupiają się na nim i przygotowaniach. To dzień, kiedy każdy ma się radować, zapomnieć o tym, co się wydarzyło i spędzić te dni z najbliższymi. Czas zostawić tamte wydarzenia w tyle i ruszyć naprzód. Cały Dwór Nocy pracuje na to, by było lepiej. A czy to się uda, pokaże czas.

Dwór szronu i blasku gwiazd miał być książką tego roku. Wiedziałam, że jak ją przeczytam, to nie będę miała problemu z wyborem. Jednak życie potrafi ogromnie zaskoczyć i to tak naprawdę OGROMNIE. Miałam mieć książkę roku, a tymczasem spotkał mnie zawód. Wiem, że nie powinnam spodziewać się cudów. I wiem, że to tylko półtomówka, ale i tak się zawiodłam. Zabrakło mi w tym wszystkiego typowej dla Maas akcji. Jasne, Feya, Rhys, Kasjan, Az itd., nadal są super i uwielbiam ich, ale brakuje mi czegoś. Miałam wrażenie, że jakby to ich Przesilenie Zimowe, to nasza Wigilia i wszyscy by do tego się szykowali i nic poza tym. Tak, przeżyli trudne chwili i należy się im wypoczynek, ale no…

Nie chce podchodzić do tej książki negatywnie i pisać, że tragedia, masakra i dno, bo tak nie było. To nadal styl Maas, to nadal ci bohaterzy, których uwielbiamy i nadal to piękne miasto, które poznaliśmy w poprzednich tomach. Zabrakło mi samej w sobie akcji, takiego czegoś, co sprawi, że spadną mi kapcie i nie będę mogła spać po nocach w oczekiwaniu na kolejny tom. A za to przeczytałam, było fajnie, ale co dalej? Jedyne czym nadrabia Dwór szronu i blasku gwiazd to zakończenie. Nawet jeśli ta część mnie zniechęciła, to zakończenie sprawia, że wyobraźnia czytelnika pracuje na pełnych obrotach. Ta obietnica pozostawia po sobie ogromny niedosyt i żałuję, że nie mam już w tej chwili kolejnego tomu.

Sarah J. Maas jest autorką, którą uwielbiam nie tylko za styl, ale i za świat, który przedstawia w swoich książkach. Kompletnie przenosi nas do innego wymiaru i trzyma w nim od początku do końca. Przy poprzednich tomach właśnie to kochałam najbardziej, że mogłam oderwać się aktualnych wydarzeń w życiu realnym i cała się skupić na tym wymyślonym. Daje możliwość zapomnienia, przeniesienia się do Dworów, poznania bliżej każdego z nich i pokochania ich. Za to Dwór szronu i blasku gwiazd to część dzięki, której wchodzi w klimat świąt. W każdym razie ja tak to odczułam. Kiedy czytałam o przygotowaniach, o obdarowaniu prezentami czy właśnie spędzania czasu z najbliższymi w głowie pojawiał się wielki napis „CHRISTMAS”. Czy mnie zachwycił jak poprzednie tomu? Niestety nie.

Podsumowując, bo nie chcę przedłużać recenzji bardziej niż to potrzebne. Dwór szronu i blasku gwiazd jest na pewno dla wielkich fanów tej serii. Może nie sprawi, że serce Wam zabije mocniej, ale na pewno poczucie miłe ciepło na duszy i wróci uśmiech na twarzy. Za to, jeśli nie rusza Cię aż tak bardzo ta seria, to możesz sobie darować ten tom. Fajny dodatek, ale tylko dla ogromnych fanów Maas. Ach i Rhysand nadal jest wielkim ciachem i boskim bohaterem. Feyra, trochę straciła na charakterze, za to jej siostra Nesta go zyskuje. Co przyniesie kolejny tom? Ciężko powiedzieć, ale dzięki zakończeniu, wiem, że warto czekać!

Moja ocena to 8/10.

Pozdrawiam,

Wasza Dominika