Srebrny Łabędź

Drzewo, które umarło na darmo – czyli bardzo zła książka: Srebrny Łabędź

Kolejna odsłona Drzewa, które umarło na darmo, czyli bardzo złej książki! Tym razem bierzemy się za powieść, która przyciąga uwagę tajemniczą okładką, a mową o – Srebrny Łabędź.

Nie powiem, ile razy wyskoczyła mi informacja, recenzja, zapowiedź od innych blogerek o tej cudownej historii. Wszyscy się zachwycali, chwalili i mówili same dobre słowa. Nie jestem pewna, czy gdziekolwiek zobaczyłam negatywną recenzję, ale z drugiej nie szukałam jej. Potem była jakiś czas przerwa i zaczął się spam w związku z drugim tomem. Nadal się nie dałam i dzielnie opierałam tym książkom, moja podświadomość już wiedziała… Jednak niedawno, w wolny, leniwy dzień stwierdziłam, że spróbuję i zobaczę, czy Srebrny Łabędź to cudo, jakim wszyscy się tak zachwycają i chwalą. Dzięki Bogu za Legimi, które ratuje mi tyłek w takich chwilach…. Ale właściwie, o co chodzi z tą książką?

Madison przeżyła ostatnio ciężki okres w życiu. Matka dokonała zbrodni, a następnie popełniła samobójstwo. Dziewczyna nie dość, że jest na językach wszystkich znanych osób, to jeszcze musi się przeprowadzić do ojca, który ponownie się ożenił i pójść do prywatnej szkoły. Może to i byłyby dobry start, zaczęcie życia na nowo, gdyby nie fakt, że szkołą rządzi paczka nieustraszonych chłopaków, którzy skrywają tajemnicę. Nikt nie chce powiedzieć Madison prawdy ani tego, o co w tym wszystkim chodzi. Nie pomaga też fakt, że najbardziej burkliwy chłopak z paczki bardzo interesuje się Madison – jednocześnie się pragną i odpychają. Czy dziewczynie uda się w końcu odkryć prawdę? Czy powinna się bać tych chłopaków, którzy należą do jakiejś tajnej grupy? Kim jest Srebrny Łabędź? I przede wszystkim, czy jest ona przy nich bezpieczna?

Tak źle, że aż tragicznie.

Jeśli 365 dni, było absurdem, to ja nie wiem, jak to nazwać. Może po prostu głupią? Szczerze mówiąc, nie rozumiem, czym tyle osób się zachwyca. Jak dla mnie, główna bohaterka, poboczni, ci ważniejsi i mniej, byli po prostu głupi. Naprawdę, już dawno nie czytałam czegoś z taką fabułą, gdzie wszystko przeczyło wszystkiemu. A ten wątek z tym Srebrnym Łabędziem to po prostu… serio, czytałam tylko dlatego, bo byłam ciekawa, jak to w końcu się skończy, i o co w tym chodzi. Wiecie, liczyłam na jakieś logiczne wyjaśnienie, tego, czemu wszyscy są tacy dziwni i niestabilni. Jednak to, co było na końcu, wprawiło mnie w śmiech. Tak, jak zakończenie Dance, Sing, Love, sprawia, że wciąż się chichram jak pomylona, tak to było bardzo blisko. Naprawdę liczyłam na jakąś wielką tajemnicę, jakieś WOOOW, a tu d**a.

Pomówmy trochę o bohaterach… W tym akapicie może być trochę spoilerów, ale wybaczcie, nie mogę inaczej tego opisać. Otóż… Główna bohaterka Madison nie umie się zdecydować komu wepchnąć język do gardła. Teoretycznie głównym ciachem i kandydatem na chłopaka jest Bishop. Jednak z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, Madison najpierw się bzyka z Bishopem, potem prawie to samo robi z jego przyjacielem, a jej nowy, przybrany brat, nie jest gorszy… Zastanawiam się, po co takie zagranie? Czy autorka nie mogła postawić na jedno ciacho? Czy musiała koniecznie sprawić, że Madison miała ochotę na całą Elite Kings Club? Bo ja rozumiem, że ludzie są różni, ale no to było przegięcie. Nie wspominając o tym, jak chłopacy traktowali Madison, jakie jej robili żarty/testy. I nie chodzi o takie śmieszne, ale takie, które podchodzą pod ostre paragrafy.

Nie oceniaj po okładce, bo treść może Cie zawieść.

Szczerzę się zastanawiam, dlaczego tyle ludzi pokochało tę serię, bo ja tego nie rozumiem. Nie ogarniam fenomenu tej książki, a już na pewno nie kumam, o co chodzi z tym łabędziem. Liczyłam na coś wow, coś, co mnie powali i będę zbierać zęby z ziemi. A tymczasem spotkał mnie ogromny zawód, bo to zakończenie to jakaś pomyłka. Znajoma mi powiedziała, że drugi tom wcale nie jest lepszy, więc chyba nie dam rady tego przeczytać. Nie chcę też marnować cennego czasu, na tak złe i głupie książki jak Srebrny Łabędź. Żal mi cudownej okładki, jaką ma ta powieść. Kolejna część również przyciąga wzrok i nie idzie oderwać, dlatego tak mnie boli, że jest takie złe. Bo nie ukrywajmy, każda okładkowa sroka, chciałaby mieć tę książkę na półce. W tym ja – ale czy warto?…

Podsumowując, bo nie ma sensu tego ciągnąć. Srebrny Łabędź to tak beznadziejna, tragiczna i denna książka, jakiej już dawno nie czytałam. Nie rozumiem jej fenomenu, nie rozumiem, czemu tyle dziewczyn i kobiet oszalało na jej punkcie, bo nawet ci „faceci” nie są tego warci. Wiem jedno, nie sięgnę po drugi tom, nie chce wiedzieć, co dalej z bohaterami, chcę zapomnieć, że w ogóle miałam z tym do czynienia. Naprawdę nie polecam i szczerze żałuję tego drzewa, które umarło.

Moja ocena to 1/10

Pozdrawiam,

Wasza Dominika