#45 Przedpremierowo! Recenzja „Maybe Someday” Colleen Hoover

Ach książka o której było głośno jeszcze na długo przed premierą. Fan page wręcz obfitowały w krótkie cytaty, okładka śledziła mnie wszędzie. Widziałam ją chyba dosłownie wszędzie, tylko nie u mnie na półce. To, że ta książka będzie moja, wiedziałam już w momencie, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam, nie podlegało to dyskusji, pragnęłam jej całą sobą. A wiedząc kto jest jej autorką, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Colleen Hoover jest najbardziej znana z „Hopeless”, które pokochał chyba każdy kto czytał. U mnie było podobnie, pokochałam książki tej Autorki i wiedząc, że „Maybe Someday” jest jej autorstwem dosłownie myślałam, że padnę trupem jak jej nie dostanę w swoje dłonie.
Ale udało się i przeczytałam.
Co wynikło z tych kilkuset stron powieści?
Dowiecie się poniżej. Zapraszam.

Sydney jest spokojna, poukładana, studiuje to co kocha, czyli muzykę, ma chłopaka i przyjaciółkę, z którą mieszka przy collegu. Wszystko się zmienia w dniu kiedy dowiaduje się od chłopaka – Ridge z budynku naprzeciw, że jej chłopak zdradza ją z przyjaciółką. Sydney wszystkiego by się spodziewała, ale na pewno nie tego, że zostanie tak perfidnie oszukana. Zraniona ucieka z mieszkania i siedzi przy fontannie, w strugach deszczu, chce jechać do hotelu, ale okazuje się, że torebkę z pieniędzmi zostawiła w mieszkaniu. Kiedy zostaje sama, nie wie co ma dalej począć, bo ostatnie czego potrzebuje to ponowne spotkanie z tą parą zdrajców. Wtedy przychodzi dziewczyna, która proponuje, że zaprowadzi ją do mieszkania Ridge, gdzie będzie mogła się przespać na kanapie. Oboje od początku mają nić porozumienia. On tworzy piękną muzykę, gra na gitarze tak pięknie, jak nikt dotąd. Ona tworzy teksty do jego melodii. Między nimi jest chemia i coś jeszcze, co nigdy nie powinno się pojawić.
„„Kiedy ostatniej nocy trzymałem ją za rękę, uświadomiłem sobie, że nic na tym świecie nie powstrzyma mojego serca od tego, by czuło to, co czuje”.”
To, że kocham tę książkę całą sobą to za mało, by powiedzieć. Ostatnimi czasy, nie czytałam nic co by mnie tak zaskoczyło i to pozytywnie, nic co sprawiło, że cały czas myślę o tej książce i nie mogę zapomnieć. Zostawiła ślad na mojej duszy, na moim sercu, wyrysowała tam swój tytuł, który zostanie w tym miejscu na zawsze. Wiedziałam, że ta powieść może być dobra i porywająca, ale do momentu kiedy zaczęłam czytać, nie wiedziałam, że aż tak. Sposób w jaki autorka opisała te emocje i to jak między tą parą tworzy się coś pięknego, ale i zakazanego, jest genialny. Możecie przygotować, że resztę recenzji będę dalej się zachwycać, bo jest czym. To jedna z najlepszych książek jakie czytałam, nie wspominając o ścieżce dźwiękowej, która jest stworzona do tej książki. Jestem po prostu zakochana i w tym pierwszym i w drugim, nie mam chyba żadnego ale.
Sydney jeszcze zanim dowiedziała się o zdradzie, siadywała na balkonie, by słuchać jak on gra, aż pewnego dnia Ridge zauważył, że Sydney śpiewa. Poprosił, by napisała mu w sms-ie tekst, który wyśpiewała. Dziewczyna na początku się krępuje i nie jest przekonana by to zrobić, ale stwierdza, że raz może spróbować i zrobiła to o co prosił. Okazuje się potem, że dziewczyna ma do tego talent, Ridge wręcz ją zatrudnia, by pisała teksty do jego piosenek. On i jego brat mają zespół, dość sławny, który musi mieć nowy materiał, a od tego był zawsze Ridge, który aktualnie ma blokadę twórczą. Robi melodię, ale nie umie dopasować do niej tekstu, w tym momencie z nieba spada mu Sydney. Oboje potrafią porozumieć się bez słów, można by rzec, że są idealna parą, wszystko by pasowało, gdyby nie to, że Ridge już ma dziewczynę, którą kocha.
„Całuję ją w każdy możliwy sposób, bo tak też zamierzam ją kochać: w każdy możliwy sposób. Opłacało się wytrwać w uczuciu, by teraz zaznać tego pocałunku. Ten pocałunek wart jest wszystkich tych łez, cierpienia, bólu, walki i oczekiwania.
Ona też jest tego wszystkiego warta.
A nawet więcej”.
Może się Wam wydawać, że to oklepany wątek, ale nie dajcie się zwieść, takiej książki nie czytałam nigdy w życiu. Pierwszy raz byłam tak pochłonięta, zafascynowana i emocjonalnie roztrzęsiona. Colleen Hoover wprowadza nas w tej powieści w całkiem inny świat, pokazuje nam coś nowego i tak pięknego, że nie jesteśmy w stanie wydobyć z siebie słowa, w momencie kiedy kończymy czytać. Kiedy ja skończyłam, wiedziałam, że wrócę do tej powieści nie raz. Podejrzewam, że będę znała ją na pamięć, a także wszystkie piosenki jakie są w niej. Nigdy nie lubiłam książek, w których są wypisane wiersze, teksty piosenek, ale w tej jest inaczej, gdyż te słowa w tych piosenkach są inne, przemawiają do człowieka, do jego duszy. Nie da się tego określić inaczej. Każdy wers piosenek jest przesiąknięty emocjami, uczuciami jakie przeżywają bohaterzy i my przy okazji.
Rozpisałam się niesamowicie, ale tyle bym chciała Wam powiedzieć o tej powieści, a z drugiej strony, nie mogę bo stracicie najlepszy efekt zaskoczenia i te emocje, które mnie towarzyszyły. Na pewno możecie spodziewać się czegoś nowego, oryginalnego i cholernie dobrego. Czytałam opinie innych i piszą, że to najlepsza z książek Pani Hoover, zgodzę się z nimi. To najlepsze co wyszło spod jej pióra i w tej chwili chcę jeszcze więcej. Colleen Hooer postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, nie wiem czego więcej się po niej spodziewać, ale na pewno będę z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych jej powieści.
Czy polecam tę książkę? Oczywiście! Nie, przepraszam, ja Wam wręcz każę ją przeczytać. Nie ma podziału na wiek czy płeć, tą historią może zachwycić się każdy i tego Wam życzę, byście spędzili czas przy niej tak cudownie jak ja. Jestem pewna, że książka zyska jeszcze większą sławę niż w tej chwili i tego bym pragnęła. A autorce mogę życzyć dalszych sukcesów i radości z pisania.
Moja ocena to 10/10, a to i tak za mało. Szkoda, że nie mogę dać więcej, bo wierzcie mi – zasłużyła.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika.
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 440
Autor: Colleen Hoover
Premiera: 13 maja 2015r.