#189 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki „Niepewność Violet i Luke’a” Jessica Sorensen – Patronat medialny

Wszystko się gdzieś kończy, by coś innego mogło się zacząć…

Data premiery: 30 kwietnia 2018r.
Jessica Sorensen jest moją ukochaną autorką. Chyba każdy kto mnie zna, wie, jak bardzo kocham jej książki i jej twórczość, kiedy pierwszy raz dostałam pod patronat medialny jej powieść, myślałam, że umrę ze szczęścia, nie mówiąc już o rekomendacjach, które znajdują się na okładkach. Wciąż pamiętam dzień, kiedy dostałam w swoje ręce pierwszy tom z serii The Coincidence o Callie i Kaydenie. Potem dołączyli Ella i Micha, aż w końcu przeczytałam pierwszy tom o Violet i Luke’u. Tak jak uwielbiam Callie i Kaydena, tak jak bardzo pokochałam Lili i Ethana, tak Violet i Luke …. pisząc to mam ochotę płakać, gdyż to ostatni tom o losach tej pary. Tak mi smutno i jednocześnie jestem szczęśliwa. Z resztą, zamiast przedłużać ten wstęp to przejdźmy do konkretów.
Violet jest zdruzgotana po tym czego się dowiedziała – co noc ma koszmary, nie może przejść do porządku dziennego z ostatnimi wydarzeniami. Opuszcza się na studiach, odsuwa od znajomych, zatraca w alkoholu, by tylko zagłuszyć uczucia. Najpewniej i nieprzerwanie trwa przy niej Luke, który porzucił alkohol, wszystkie narkotyki, jest czysty, stara się podciągnąć w nauce, pracy, ale najbardziej się martwi o Violet, która z każdym dniem coraz bardziej traci grunt pod nogami. Chłopak chce jej pomóc, ale nie wie jak, czuje jak dziewczyna się od niego oddala i boi się, że coś sobie zrobi – albo ktoś jej. Violet boi się, że Luke w końcu obudzi się i zostawi ją, zrozumie, że nie jest warta tej walki i całego tego poświęcenia. Ta dwójka młodych ludzi, przeszła już tak wiele, że nie wiedzą, czym jest normalność, nie wiedzą jak zostawić za sobą przeszłość i ruszyć do przodu. Pomimo że chcą, że się starają, to cały czas coś się dzieje – coś, co nie pozwala im na bycie w pełni szczęśliwymi. Czy kiedyś uda im się dojść do końca tego piekła?
Spadam.
Spadam.
Spadam w najgłębszą otchłań obojętności i nie wiem, gdzie, kiedy i czy w ogóle wyląduję. Z własnego doświadczenia wiem, że może to być samo dno. Ale teraz nic mnie to nie obchodzi, ponieważ kompletnie postradałam zmysły.”
Jest mi tak cholernie smutno. Violet i Luke to para, którą kocham z całego serca i po cichu kibicowałam im obojgu. Wiele razy miałam łzy w oczach, serce na dłoni, a Sorensen prosto w nie wbijała nóż. Jednak pomimo wszystko, kocham jej książki i do historii tej dwójki będę wracać na pewno wiele razy. Nie dlatego, że są tacy kochani, uroczy, czy perfekcyjni, to co najbardziej przekonało mnie do Violet i Luke’a to ich prawdziwość. Wiele ludzi na świecie, chodzi głęboko pokrzywdzeni, w depresji, nie chcąc walczyć już o sobie, ale jeśli tylko znajdą ten jeden mały promyk światła i ktoś ich popchnie ku niemu, to mogą wyjść na prostą, znowu zacząć być szczęśliwi. Takim kimś dla siebie byli właśnie Violet i Luke, kiedy się poznali, byli w całkowitej ruinie, nie liczyło się dla nich nic i nikt. Chodziło tylko o by się uchlać, zaliczyć i przestać czuć. Ale wtedy zaczęli walczyć o siebie nawzajem, zaczęli być ważni dla siebie i nie mogli pozwolić, by to drugie opadło na samo dno. Moim zdaniem to było najpiękniejsze w tej książce. Walka o lepsze jutro.
Jessica Sorensen jest autorką, która wie jak sprawić, by czytelnik wciągnął się w tę historię i nie opuścił jej, aż do ostatniej strony. Tutaj drogi czytelniku, muszę Cię zaskoczyć, bo jeśli myślisz, że Sorensen zakończy tom jak inne autorki to jesteś w błędzie – zostawi Cię z niczym, pośrodku burzy emocji, która krąży w Twoim ciele, i będzie pławić się w tym, że tak się czujesz. Ja znam tę autorkę od dobrych 3 lat i już wiem, że jeśli sięgam po jej książkę, muszę być gotowa na to, że skończę ze złamanym sercem. Nie ukrywam, takie zakończenia bolą, ale za nic w świecie nie zamieniłabym tego, na inną autorkę. Wciąż pamiętam ból po zakończeniu pierwszego tomu z Violet i Luke’iem – byłam pewna, że wydawca mi nie dosłał drugiej połowy książki, gdyż zakończenie było no.. miażdżące. Wtedy porównałam to uczucie, do wyrwania mi serca z klatki piersiowej, rzucenie go na ziemie, poskakanie po nim, a następnie włożenie do sokowirówki. To były tak silne emocji i ci bohaterowie byli wtedy tak zagubieni, że aż nie mogę uwierzyć, jaką daleką drogę przeszli.
Potrzebuję być z nią.
Na zawsze.
Po kres czasu.
Kiedy otwieram usta, wypowiadane słowa tym razem są inne – znaczą więcej, niż gdy mówiłem je po raz pierwszy. Bo teraz wiem, że mogę to powiedzieć i spotkam się z akceptacją, a nie ze strachem.”
Niepewność Violet i Luke’a to zwieńczenie całej historii o tej parze. Właśnie tutaj odnajdują drogę, rozumieją wszystko przez co przeszli, a także wiele, wiele więcej. Kiedy skończyłam czytać tę książkę z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że jak każda poprzednia jest genialna, dostarczyła mi mnóstwo emocji, ale również zostawiła mnie z takim lekkim bólem serca i wiedzą, że to już – że więcej nie doświadczę takich emocji jak przy Violet i Luke’u, że już nikt nigdy więcej nie zawładnie moim sercem tak jak ta dwójka. Kocham tych bohaterów z całego serca i tak, jak nigdy nie miałam takiego uczucia, tak teraz jestem usatysfakcjonowana i szczęśliwa. Tylko Jessica Sorensen mogła dostarczyć mi tego wszystkiego. Kto jeszcze nie poznał tej autorki, niech koniecznie zakupi jej książki, bo warto!
Moja ocena to 10/10 dla tego tomu, jak i poprzednich tomów z tą dwójką. Kocham, polecam i nigdy nie zapomnę!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Tytuł: Niepewność Violet i Luke’a
Oryginalny tytuł: „The Certainty of Violet & Luke”
Stron: 270

Za książkę dziękuję