#185 Recenzja książki „Dzień 7” Kerry Drewery


A Ty co jesteś w stanie zrobić dla bliskiej osoby?

Cela 7 znalazła się w spisie najlepszych książek ubiegłego roku. Nigdy nie ukrywałam, że ta powieść mnie poruszyła i stałam się jej ogromną fanką. Recenzja pierwszego tomu była czystą przyjemnością i nie mogłam się doczekać, aż w swoje łapki dorwę drugą część. Kiedy wyszła informacja o dacie premiery Dzień 7, cieszyłam się jak głupia. Dosłownie, jarałam się jak dzwonek! Oczywiście czekanie na egzemplarz recenzencki było czystą formalnością i gdy przyszła paczka od razu nagrałam filmik z jej udziałem (pojawił się na fanpage, ale wstawię Wam go także na koniec tej recenzji). Wszystko pięknie, ładnie, jednak jedna myśl nie dawała mi spokoju. Czy drugą część mojej kochanej Celi 7 dotknie „klątwa drugiego tomu?” Bardzo się tego bałam, gdyż spotkało mnie to już nie raz przy książkach, gdzie pierwszy tom był cudowny, idealny, a drugi… no klapa. Jak sprawdził się Dzień 7? Co się wydarzyło?
Martha nie może się pogodzić z tym, że jej ukochany Isaac został zamknięty w celach śmierci i teraz on będzie sądzony przez ludzi, którzy są zmanipulowani, którym wmawia się kłamstwa. Kiedy Martha była w ostatniej Celi Śmierci Isaac, dowiódł, że to nie ona zabiła, że jest niewinna. Udowodnił, że ludzie wysoko postawieni fałszują dokumenty na swoją korzyść, uciekają od kary. Jednak kiedy tylko wsadzili go do Celi 1, wszystkie dowody zniknęły, nagrania usunięto i sfałszowano tak, że teraz wszyscy chcą jego śmierci. Tylko niewielka garstka osób wierzy w to, że rząd steruje słynnymi programami, ale to za mało, by go uniewinnić. Na dodatek rząd poluje też na Marthę, która musi udowodnić, że to, co zrobił Isaak, zrobił w jej obronie i że nie powinien zostać zabity. Jednak sprawy się komplikują, ludzie są coraz bardziej rządni krwi, wszyscy spiskują i już nie wiadomo komu ufać, a komu nie… Co się stanie z Isaakiem? Czy Marthcie uda się go uratować?
Opis jest krótki, gdyż nie chcę Wam zdradzać za dużo akcji, a zapewniam – zaczyna się ona od pierwszych stron. Prolog, który udostępniłam na Instagramie (link) upewnił mnie, że ta książka będzie genialna. Teoretycznie nie ma w nim dużo, ale za to treść i emocje jakie są tam zawarte sprawiły, że serduszko mi mocniej zabiło. Dalsze czytanie poszło jak z płatka. – gdy tylko dorwałam się do tej książki w weekend, w pokoju można było usłyszeć tylko szelest przewracanych kartek. Gdy mama wchodziła do mnie zawsze siedziałam w tej samej pozycji, z oczami wbitymi w książkę i cóż… kontakt ze mną był mocno utrudniony. Autorka kolejny raz pokazała, że ma genialny pomysł na fabułę, idealnie wszystko rozplanowała, dzięki czemu akcja biegnie szybko, ale w wyważony sposób. Czytelnik cały czas dowiaduje się czegoś nowego, przywiązuje się mocniej do bohaterów, przyziemne zajęcia schodzą na drugi plan i nic więcej się nie liczy. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że w kilku momentach miałam łzy w oczach.

MARTHA (krzyczy): Pieprzyć spokój! On mi zabił matkę. Celowo ją przejechał. Mieliśmy to na filmie z monitoringu! Isaak pokazał to na żywo w telewizji!
Głos jej się łamie. Publiczność wybucha drwiącym śmiechem.
MARTHA (krzyczy przez łzy): Mieliśmy dowody korupcji! Listy, dokumenty! Nazwiska przekupionych policjantów! Wszystkie kłamstwa czarno na białym!

Dzień 7 to świetna kontynuacja serii. Zdarza się, że autorzy w drugim tomie sporo miejsca poświęcają na streszczenie fabuły pierwszej części. Niby chcą delikatnie wspomnieć, a jednak wtedy mam wrażenie, że czytam drugi raz to samo. Jednak tej książki zupełnie ten problem nie dotyczy! Akcja toczy się swoim torem, nie ma zbędnych sentymentów, wielkiego wracania do wydarzeń – z wyłączeniem momentów, gdy dialog tego wymaga. Moim zdaniem to wielka zaleta – lubię, gdy akcja biegnie swoim torem, a ja mogę dać się wciągnąć w kolejne knucia i intrygi. Jednak to, co mnie zachwyciło to fakt, że poznałam bliżej bohaterów, weszłam głębiej w system karania, jaki jest przedstawiony w książce. Najbardziej cieszę się z tego, że poznałam bliżej Marthę. W pierwszym tomie autor poświęcił jej sporo uwagi, ale trudno dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterze, gdy ten przebywa zamknięty w białej celi, nie ma do niczego dostępu, nic nie słyszy – w takich warunkach można oszaleć i jej postać była tak właśnie przedstawiona. Każdego dnia przechodziła kolejne fazy, ale dopiero gdy wyszła na wolność, jej książkowa osobowość jakby rozwinęła skrzydła i dała się poznać na nowo. Czasem mnie irytowała, czasem ją podziwiałam, ale najbardziej wczułam się w jej sytuację i zaczęłam mocno zastanawiać się, co ja bym zrobiła na jej miejscu.

Muszę uratować Isaaca – bełkoczę z ustami pełnymi makaronu, by zmienić temat.
Patrzę na Maxa. Czy powinnam mu powiedzieć o propozycji Patty? Zdradzić jej plan?
Czy nie będzie próbował mi tego wyperswadować?
Jeśli chcę jeszcze zobaczyć Isaaca, jeśli chcę uwolnić niewinnego człowieka i razem z nim walczyk o sprawiedliwość, jakie mam wyjście?

Kerry Drewery to stanowczo moja nowa ulubiona autorka, którą będę czytać zawsze. Cela 7 i Dzień 7 to powieści, które wywołały we mnie ostatnio najwięcej emocji. Jednak zakończenie obu tych książek zostawiło mnie zawieszoną w niepewności. Wiem, że czekanie na Finał 7będzie okropne, ale zarazem może być to najlepszy tom. Do wyjaśnienia zostało jeszcze wiele zagadek, cały system kar, który bez wątpienia jest wadliwy i przede wszystkim czekam na to, jak potoczą się losy bohaterów. Mam tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi! Dzień 7to książka, która na pewno znajdzie miejsce w najlepszych książkach tego półrocza, a może nawet i tego roku. Genialna powieść, której nie zapomnę przez długi czas. Nawet nie mam czego się przyczepić… Po prostu chcę kolejną część!!
Moja ocena to 10/10. Gdyby się dało – dałabym więcej.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Młody Book
Autor: Kerry Drewery
Oryginalny tytuł: Day 7
Stron: 449
Data premiery: 15 lutego 2018r.
Za książkę dziękuję