#184 Recenzja książki „Słodkie Rozkosze” Christina Lauren

Spełniaj marzenia, nawet jeśli się boisz, że się nie uda!

Dzień, w który otrzymałam plik z książką był brzydki, szary, zimny i jeszcze coś padało za oknem. Nic tylko zawinąć się w koc i zniknąć za sprawą jakiś bohaterów. Plan powiódł się, gdyż do południa dostałam maila od Wydawnictwa Zysk i S-ka z propozycją zrecenzowania Słodkich Rozkoszy. Można powiedzieć, że mieli idealne wyczucie czasu, gdyż miałam gorsze samopoczucie i w sumie cały tydzień siedziałam i czytałam książki. Każdy dzień tygodnia, inna książka. Rozumiecie więc, że nie mogłam odmówić, a nawet, gdy tylko dostałam plik, to od razu zabrałam się za czytanie. Słodkie Rozkosze otwierają nową serię Wild Seasons, tej autorki i mam nadzieję, że będzie równie ciekawa jak poprzedni cykl wydawany przez Zysk i S-ka. A o czym w ogóle to jest?
Trójka przyjaciółek skończyła college i postanawia uczcić to wyjazdem na weekend do Las Vegas. Nie mogą doczekać się relaksu, zapomnienia i przede wszystkim cudownej zabawy. Uważają, że zasłużyły na odpoczynek po takiej ciężkiej harówce jaką ostatnio miały. Pakują się do małego samochodu jednej z nich i ruszają w podróż, zostawiając za sobą wszystkie zmartwienia i problemy dorosłych ludzi. Jedna z przyjaciółek – Mia już na początku pobytu poznaje Ansela, francuza, który zachwyca ją nie tylko swoim ciałem, ale także potrafi sprawić, że Mia mówi więcej, niż przez kilka ostatnich miesięcy, zapomina o swojej nieśmiałości. Oboje przyjechali by odpocząć i zaszaleć, Mia zawsze rozważna i poważna postanawia pójść na całość i spędza z Anselem mnóstwo czasu. Ona ze swoimi przyjaciółki, on ze swoimi, bawią się w szóstkę, a Mia budzi się rano nic nie pamięta. Ma ogromne kaca i … co się właściwie stało? Kobieta jest do tego stopnia zafascynowana Anselem, i tym jak przy nim się czuje, że postanawia zgodzić się na jego propozycję i spędzić z nim resztę wakacji we Francji!

„— Boże, skąd ten upał? — krzyczy z fotela kierowcy.
Stąd, że mkniemy przez pustynię z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę w samochodzie z późnych lat osiemdziesiątych, bez klimy — odpowiada Harlow, wachlując się programem uroczystości. — A przypomnijcie mi, dlaczego nie pojechałyśmy moim samochodem?
Bo czuć go kremem do opalania i podejrzanymi decyzjami?! — wrzeszczę, kiedy odwraca się do mnie gwałtownie z przedniego siedzenia.”

Autorka nie marnowała czasu w tej książce, już od pierwszych stron wchodzimy głęboko w fabułę i zaczynamy podążać za akcja. Wystarczy przeczytać kilka stron, by poznać niesamowite poczucie humoru bohaterek, a także wejść w ich kobiece umysły. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, prawie od początku mogłam się pośmiać. Książkę pochłonęłam w kilka godzin i nie żałuję. Mimo paru minusów, o których wspomnę poniżej, to historia Mii i Ansela pomogła mi oderwać się od tej brzydkiej pogody i chandry, która mnie łapała. Tamten tydzień czytania, był czymś, co pomogło mi wrócić do żywych, jak i również ta książka się do tego przyczyniła. Może okay, nie jest to najlepsze dzieło świata i czytałam lepsze powieści, ale sprawdziła się idealnie, gdy chciałam się zrelaksować, poczytać romans i nie zastanawiać się, co potem. Christine Lauren stworzyły (bo dowiedziałam się, że to duet? Poprawcie mnie, jeśli się mylę) historię, którą przeczyta mnóstwo kobiet i pokochają ją z całego serca. Ja sama, może nie jestem wielką fanką Mii, ale za to Ansel był moim faworytem. Miał wady, ale również i zalety. Wiele autorek, tworzy mężczyzn, który są perfekcyjni, bez wad, dosłownie chodzące herosi.
Teraz pomówię o minusach. Póki byli w Vegas akcja mi się podobała, było zabawnie itd., lecz kiedy Mia poleciała już do Francji, zrobiło się dziwnie. Nie tyle, co się nudziłam, co było … nawet nie wiem jak to określić. Po prostu dziwnie. Wiem, że zabiegiem miało być to, że oni się ledwo znają, a już mieszkają razem i chcą spędzić ze sobą resztę wakacji, więc jest momentami niezręcznie, krępująco czy sztywnie. Tak miało być, ale jak dla mnie skończyło się dziwnie, i póki bohaterowie się nie dotarli, to było dziwnie i nijak. Te momenty mi się nie bardzo podobały i miałam wrażenie, jakby zabrakło pomysłu, więc zróbmy, że czują się niezręcznie ze sobą. Nie wiem jak inaczej to opisać, nie spoilerując wam. Jeśli ktoś czytał, to niech mi napisze, czy mu się podobało co Mia wymyślała, gdy Ansel wracał do domu po pracy.

Jestem Ansel.
Nie zwracam na niego uwagi, wkładając klucz do zamka.
Czekaj! Powiedz mi tylko, jak masz na imię.
Zerkam przez ramię. Wciąż się uśmiecha. Poważnie, w trzeciej klasie jeden dzieciak miał dołeczek i nie budził we mnie takiego uczucia. Ten chłopak powinien nosić na stałe naklejkę ostrzegawczą.
Zamknij się teraz, jutro ci powiem.”

Słodkie Rozkosze to książka na pewno dla miłośników romansów, którzy kochają, gdy pary się poznają, a między nimi iskrzy tak mocno, że mogliby rozpalić ognisko. Moim zdaniem, książka jest poprawnie napisana, zabawna, lekka, a bohaterzy są ludzcy. Wiem też, że na pewno sięgnę po kolejne tomy, gdyż jestem ciekawa tego, co z przyjaciółkami Mii, jak one skończą i kogo sobie wybiorą. Książka jest dobra na tej okres, gdzie nie mamy jeszcze wiosny, ale bardzo jej pragniemy. Rozgrzeje nas, sprawi, że dostaniemy rumieńców i tym bardziej zapragniemy wakacji, by móc mieć własne wakacje niczym z książki.
Ogólnie rzecz biorąc, to polecam tę książkę. Miło spędziłam przy niej dzień, odprężyłam się i jak pisałam na pewno sięgnę po kolejne tomy.
Moja ocena to 7/10
PS: Okładka jest boska!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Christina Lauren
Oryginalny tytuł: Sweet Filthy Boy
Stron: 394
Data premiery: 12 lutego 2018r.

Za książkę dziękuję